Gdzie mnie zawieje
| Dystans całkowity: | 43221.23 km (w terenie 7021.50 km; 16.25%) |
| Czas w ruchu: | 728:56 |
| Średnia prędkość: | 19.26 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 73.81 km/h |
| Suma podjazdów: | 190875 m |
| Suma kalorii: | 4440 kcal |
| Liczba aktywności: | 725 |
| Średnio na aktywność: | 59.62 km i 3h 52m |
| Więcej statystyk | |
Taki tam wypad rekreacyjny
-
DST
172.85km
-
Czas
07:40
-
VAVG
22.55km/h
-
VMAX
52.66km/h
-
Temperatura
22.0°C
-
Podjazdy
1150m
-
Sprzęt KROSS HEXAGONV3
-
Aktywność Jazda na rowerze
S-KO- SZYDŁOWIEC- CHLEWISKA- NIEKŁAŃ- STĄPORKÓW- MNIÓW- MIEDZIANA GÓRA- KOSTOMŁOTY- TUMLIN- SAMSONÓW- SZAŁAS- ŚWINIA GÓRA- BLIŻYN- REJÓW- S-KO-KSIĄŻĘCE- HUCISKO- SZYDŁOWIEC- S-KO
Do 100km rekreacyjnie czyli więcej razy się zatrzymywałam niż przewiduje ustawa. Siedząc sobie w Umrze nad zalewem wcinając jogurt,serek topiony,banana,mocząc nogi- zadzwoniłam do Tomq aby dowiedzieć się co z nim, ile naciachał kilosów.
Okazało się ,że jest niedaleko ode mnie czyli w Kucębowie z kolegą Jackiem. Deczko mnie to zdziwiło ,bo Tomq raczej sam jeździ. Zdzwoniliśmy się...chłopacy się trochę pogubili, myśleli że Mysza przyjedzie za jakieś OH-a i wstąpili do sklepu w Szałasie jak to mówili aby "napełnić bidony" :)
Po malutkich problemach :D w końcu trafiliśmy na siebie. Poznałam bardzo sympatycznego Jacka z Kielc. Pokazał nam bardzo fajną trasę na Świnią Górę. Aż obciach ,że chłopak z Kielc pokazał nam taką trasę w naszych okolicach :) Do tej pory myślałam że na Ś.G dojedzie się tylko szutrówką. 10km eleganckiego asfaltu :D
Po moich 120-tu km rozstaliśmy się z Jackiem. Tomq rzucił hasło że ,jedziemy na Hucisko...o zgrozo ! tylko nie tam. Fakt że słońce jeszcze nie chyliło się ku zachodowi ale bez przesadyzmu...Ok, no dobra ale muszę coś zjeść. Pojechaliśmy na Rejów. Obstawka wędkarzy na maxa, nie było gdzie przysiąść na chwilę. W końcu się udało. Zjedliśmy ciacha,posiedzieliśmy chwilkę i w drogę. Ostatkiem sił podjechałam pod Hucisko. Zjazd w stronę Szydłowca. Przerwa na lody i po ok 20-tu km dotarliśmy do domu. Gdyby nie Tomq chyba G.Pogorzelską zrobiłabym z buta. Cztery litery mnie bolą i jutro trzeba wstać rano...ale jest ok. Następnym razem pobiję rekord życiowy tylko muszę wcześniej wyjechać nie tak jak dzisiaj o 12-tej
Szydłowiec-Cmentarz Żydowski
© mysza
Żydowskie maceby na cmentarzu w Szydłowcu
© mysza
W tle Zamek Szydłowieckich otoczony fosą
© mysza
Chlewiska- zabytkowy zegar z 1902r
© mysza
Mój ulubiony odcinek- zaczarowany las w okolicach Niekłania
© mysza
Między Hutą a Niekłaniem
© mysza
Mniów przywitał mnie takim oto strzelcem :)
© mysza
Bizon z wilkiny -Mniów :)
© mysza
Przydrożny Jezus
© mysza
Starorzecze Bobrzy
© mysza
Umer- zasłużony odpoczynek nad zalewem
© mysza
Skarżysko- Rejów
© mysza
Hucisko-zjazd w stronę Szydłowca i powrót do domu :)
© mysza
Kategoria Gdzie mnie zawieje
Ucieczka przed kataklizmem :D
-
DST
88.55km
-
Czas
03:59
-
VAVG
22.23km/h
-
VMAX
55.73km/h
-
Temperatura
24.0°C
-
Podjazdy
770m
-
Sprzęt KROSS HEXAGONV3
-
Aktywność Jazda na rowerze
Znów pogoda popsuła mi plany. Z drugiej strony miałam tylko jechać na Występę i "baypasy". Dojeżdżając do celu pomyślałam sobie że dam radę pojechać setkę. W łepetynie od razu ustaliłam sobie plan.
-KLONÓW
-DOLINA MARCZAKOWA
-MASŁÓW
-ŚW.KATARZYNA
-KAKONIN
-ŚW.KRZYŻ
-NOWA SŁUPIA
-PAWŁÓW
-STARACHOWICE
-PARSZÓW...i do domu.
Niestety plany poszły się bujać. Wjechałam na szczyt Doliny Marczakowej i stwierdziłam że z planów nici :( Dookoła zaczęły zbierać się chmury burzowe a na Św. Krzyżu już lało.
Masłów,Ciekoty i dotarłam do Św.Katarzyny. Wypiłam szybko mocną czarną kawę ,zjadłam hot-doga i już było czarno dookoła. W Bodzentynie zaczęły już mnie delikatnie straszyć duże krople deszczu. Zastanawiałam się czy czasem nie skręcić do kogoś na podwórko i schować się pod dach. Przejechałam kilkaset metrów i przestało straszyć tylko co jakiś czas słychać było trzaskające pioruny. Jakieś 3km od Bodzentyna zatrzymałam się na chwilę zobaczyłam że za mną jest czarne niebo i taka sama czarna ściana deszczu. Z duszą na ramieniu dotarłam do Barbary. Burza zatrzymała się nad Bodzentynem i Pasmem Klonowskim .Docierając do Suchedniowa zobaczyłam że chmury się porozrywały. Do domu przyjechałam sucha...prawie sucha. Pół godziny przed moim przyjazdem w Skarżysku była ulewa i tym samym asfalt był mokry więc trochę wody z tylnego koła(mimo że miałam błotniki) polało mi się na plecy :D
Zjazd z Doliny Marczakowej. Chmury burzowe podążające w stronę Skarżyska
© mysza
Doliną Lubrzanki
© mysza
W tle G. Miejska w Bodzentynie
© mysza
Nadciągający kataklizm
© mysza
Kategoria Gdzie mnie zawieje
Trening terenowo-szosowy
-
DST
75.74km
-
Teren
25.00km
-
Czas
03:39
-
VAVG
20.75km/h
-
VMAX
50.64km/h
-
Temperatura
18.0°C
-
Podjazdy
740m
-
Sprzęt KROSS HEXAGONV3
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela...czyli na sam początek rosół :D.
3tyg. chyba go nie jadłam, bo albo maraton albo praca.
Cieplutki...pachnący ...z dodatkiem lubczyku ...z makaronem robionym własnoręcznie na stolnicy :)
Po 18-tej wybrałam się dopiero na jazdę.
Na początek wybrałam sobie zjazdy i podjazdy w lesie koło szpitala.
Okrążyłam Bernatkę i Rejów.
Zaliczyłam Kilińskiego i Kruka.
Podjazd w Jęgrznej- okazało się że nie taki diabeł straszny.
Nowy odcinek w Goździe.
Występa.
W Ostojowie Tomq do mnie dołączył i dosyć szybkim jak na Myszę tempem ok 30...wróciliśmy do Skarżyska.
Księżyc już świecił.
Usiedliśmy na ławce na podwórku.
Sączyliśmy piwo z sokiem.
Lubię takie chwile...a jest ich tak mało...wiecznie jesteśmy zalatani...zajeżdżeni...
Kawałeczek trasy treningowej-zjazdy i podjazdy są nieopodal :)
© mysza
W najbliższym czasie przebiegnie tędy kolejny odcinek S-7
© mysza
Po prawej,po lewej lub środkiem :)
© mysza
Na wiadukcie w stronę ul. Kilińskiego
© mysza
Kategoria Gdzie mnie zawieje
Do pracy a po pracy...w teren.
-
DST
90.47km
-
Teren
10.00km
-
Czas
04:06
-
VAVG
22.07km/h
-
VMAX
51.63km/h
-
Temperatura
26.0°C
-
Podjazdy
750m
-
Sprzęt KROSS HEXAGONV3
-
Aktywność Jazda na rowerze
S-KO-SUCHEDNIÓW-MICHNIÓW-KRZYŻKA-PODŁAZIE-ZAGÓRZE-ZAJAMNIE-JĘGRZNA-WYSTĘPA-ZAGNAŃSK-SAMSONÓW-SZAŁAS-ODROWĄŻ-BLIŻYN-S-KO
Początek tułaczki, czyli wśród Michniowskich pól
© mysza
W kierunku Podłazia
© mysza
Fragment ubiegłorocznej trasy maratonu MTB ŚLR z Suchedniowa
© mysza
Autofota :)
© mysza
Gdzieś na granicy Zajamnia i Jęgrznej. Oczywiście musiałam sprawdzić czy jest echo. BYŁO ! :D
© mysza
Cień w tunelu :)
© mysza
Ostatnia fotka na trasie czyli Odrowąż
© mysza
Kategoria Gdzie mnie zawieje
Gdzie mnie zawieje
-
DST
21.30km
-
VMAX
39.00km/h
-
Temperatura
11.0°C
-
Sprzęt DOSTAWCZAK
-
Aktywność Jazda na rowerze
Młodsza latorośl wymyśliła sobie że chce iść do babci ,więc sobie pomyślałam że ją odprowadzę. Ubrałam się w wygodne do biegania ciuchy a Małgorzatę wsadziłam na rower. Po 2,400m rozstałyśmy się ,ona poszła już dalej sama a ja wsiadłam na Dostawczaka. Kierowałam się już w stronę domu ale pomyślałam że można zmienić plam i poszlajać się trochę po Skarżysku. Tomq w pracy a Aga da sobie radę.Pojechałam na Bernatkę po drodze zobaczyłam ciekawy drogowskaz .Z krową kiedyś widziałam, z żabą nigdy :)Wróciłam znów do miasta ,zrobiłam koło przez Książęce,podjechałam pod Pogorzelską,Główną wdrapałam się na sam szczyt i zjechałam do domu :)
Uwaga przechodzące płazy !! :)
© mysza
Kategoria Gdzie mnie zawieje
Druga setka :)
-
DST
101.06km
-
Czas
04:38
-
VAVG
21.81km/h
-
VMAX
50.16km/h
-
Temperatura
12.0°C
-
Podjazdy
850m
-
Sprzęt KROSS HEXAGONV3
-
Aktywność Jazda na rowerze
PARSZÓW-WĄCHOCK-STARACHOWICE-PAWŁÓW-NOWA SŁUPIA-MIROCICE-BODZENTYN-PASMO KLONOWSKIE-ŁĄCZNA-SUCHEDNIÓW
Komentarz mój będzie ubogi :)
Do Pawłowa kręciło mi się całkiem,całkiem czyli do ok 40-go km. średnia nie spadała poniżej 25. Pierwszy raz zatrzymałam się po 56 km w Mirocicach aby zjeść spokojnie banana i izotoniku więcej wypić. Od Nowej Słupi w stronę Bodzentyna gładki asfalcik ale cóż z tego jak wiatr wiał w gębę i automatycznie średnia zaczęła spadać i jeszcze to zimno :( Temp początkowa wynosiła 12,później spadła nawet do 7.4 Pierwszy raz tak zmarzły mi mięśnie nóg. Momentami zdawało mi się że zamarzły mi na kamień ,nie mogłam przez to pedałować. W Bodzentynie wpadłam jeszcze do marketu po batonika bo już muesli były na wykończeniu a przede mną jeszcze Pasmo Klonowskie i prosty ok 20-tu km sprint do domu. Jechałam bez muzyki w uszach i wjeżdżając do lasu miałam dziwne uczucie że oprócz ptaków jeszcze coś się czai w krzakach...brrr...nieprzyjemne uczucie.Już we wtorek będę miała nowesłuchawki-stare się zużyły. Czasami jest wygodnie gdy nie słychać co się wokół dzieje,zwłaszcza gdy wraca się wieczorem lub lasem a droga jest mało uczęszczana.
Wypompowana dopadłam do domu,zmęczona jakbym zrobiła o wiele dłuższy dystans.Myślę że to przez ten wiatr i niską temp.
Mirocice-otulony we mgle Św. Krzyż
© mysza
Bodzentyn-tak jak nazwa wskazuje
© mysza
Artystyczne zdjęcie w ruchu-odcinek Pasma Klonowskiego
© mysza
Wyjeżdżając z lasu na Występie,temp wzrosła o 1stop. Mój zmarznięty kulas :)
© mysza
Kategoria Gdzie mnie zawieje
W końcu stuknęła mi setka :D
-
DST
136.48km
-
Czas
06:48
-
VAVG
20.07km/h
-
VMAX
54.72km/h
-
Temperatura
20.0°C
-
Podjazdy
1500m
-
Sprzęt KROSS HEXAGONV3
-
Aktywność Jazda na rowerze
SKARŻYSKO-PARSZÓW-WĄCHOCK-STARACHOWICE-PAWŁÓW-NOWA SŁUPIA-HUTA SZKLANA- ŚW.KRZYŻ-HUTA PODŁYSICA-BIELINY-KAKONIN-KRAJNO-ŚW.KATARZYNA-CIEKOTY-MASŁÓW-KLONÓW-WYSTĘPA-SUCHEDNIÓW-SKARŻYSKO
Mój dzisiejszy plan to zrobić normę czyli utęsknioną SETKĘ. Kierunek obrałam na Św. Krzyż a reszta miała jakoś sama wyjść. Pogoda była wymarzona jak na kwiecień 20stopni i na początku wiatr w plecy. Po południu temp. spadła na 11 i wiatr w gębę :(
Na 70-tym km miałam doła. Straciłam moc i pomyślałam że muszę wpaść do Św. Katarzyny na mocną kawę i hot-doga.Właśnie tam zrobiłam sobie dłuższą przerwę czyli ok 15min. Nabrałam energii i stwierdziłam że muszę sobie wydłużyć dystans.Pojechałam nowym odcinkiem przez Ciekoty omijając Ameliówkę i do Masłowa.Właśnie w Masłowie zrobiłam rekord szybkości.
Klonów-Występa-Suchedniów i prosto do domu.
Średnia wyszła mi do bani ale było dobrze bo czuję tę moją wycieczkę w mięśniach. Podjazdy zrobiły swoje :)
Dorobiłam się też pierwszej opalenizny :D
Gotowa do drogi :)
© mysza
Chybice...chyba. Widok na Św. Krzyż
© mysza
Nowa Słupia
© mysza
Św. Krzyż zdobyty
© mysza
Wieża radiowo-telewizyjna
© mysza
Kawałek mojego celulitu :D
© mysza
Kierunek- Huta Podłysica
© mysza
Expresowy obiadek
© mysza
Radostowa po lewej a Dąbrówka po prawej
© mysza
Wzdłóż Lubrzanki
© mysza
Wyobrażam jak tu jest pięknie gdy są liście na drzewach :)
© mysza
Chmury burzowe w okolicach Masłowa
© mysza
Ostatni rzut oka na Łysicę i do domu czyli jeszcze ok 30km
© mysza
Kategoria Gdzie mnie zawieje
Drugi dzień treningu :)
-
DST
32.93km
-
Czas
01:42
-
VAVG
19.37km/h
-
VMAX
46.00km/h
-
Temperatura
2.0°C
-
Podjazdy
692m
-
Sprzęt DOSTAWCZAK
-
Aktywność Jazda na rowerze
Drugi dzień treningu na Dostawczaku. Nieźle dosypało, mimo to siódemka była w całkiem dobrym stanie. Drogowcy się postarali :)
Trzy razy zrobiłam podjazd pod g. Pogorzelską od strony Szydłowca, czyli odcinek bardziej stromy. Czwarty raz podjechałam od strony Skarżyska. Wiaterek trochę przeszkadzał ale norma została zrobiona.
Średnia wyniosła 19, byłam pewna że będzie mniejsza.
Przewyższeń też trochę mi się uzbierało --692
Przejazd przez granicę :)
© mysza
Przede mną woj. Mazowieckie.
Piękna zima tej wiosny
© mysza
Tak dzisiaj miałam :)
© mysza
Dzisiejsza trasa treningowa
© mysza
Kategoria Gdzie mnie zawieje
Trening na Dostawczaku :D
-
DST
16.18km
-
Czas
01:00
-
VAVG
16.18km/h
-
VMAX
33.80km/h
-
Temperatura
2.0°C
-
Podjazdy
369m
-
Sprzęt DOSTAWCZAK
-
Aktywność Jazda na rowerze
Tego się tej wiosny nie spodziewałam ,że będę trenować na Dostawczaku.
Między śniadaniem a obiadem wpadło mi do głowy żeby może zrobić kilka podjazdów pod g.Pogorzelską. Zapowiadają opady śniegu więc może zdążę. KROSSA całkowicie wykluczyłam z dzisiejszej jazdy ze względu na ew.uszczerbek :)
W trakcie zjazdu musiałam się zatrzymać aby założyć kaptur i naciągnąć czapkę delikatnie na okulary bo szpileczki kuły mnie w powieki i w głowę wiało.
Pierwszy podjazd zrobiłam bez przeszkód. Zawróciłam zjechałam zrobiłam pętelkę przez m.in. ul. Kopernika i znów podjazd. Dalej skręciłam w ul.Główną.
Śnieg sypał już niemiłosiernie ale nie skręciłam jeszcze do domu . Pojechałam jeszcze dalej i jeszcze wyżej. Dojechałam do końca ul.Rajdowej i wróciłam do domu zmarznięta i przemoczona. Miałam wrażenie że ktoś rozerwał worek z pierzem.
Ogólnie jestem zadowolona .
16km i prawie 370 przewyższeń.
Wcale nie muszę daleko odjeżdżać od domu aby potrenować podjazdy :)
Kierunek- Skarżysko-Kamienna
© mysza
Na początku było jeszcze znośnie.
Tam w oddali widać podjazd. Niestety fotka nie pokazuje tego co bym chciała.
Sypało coraz bardziej
© mysza
Fragment ul. Książęcej.
Już zaczynało nieźle sypać.
Pętla na ul. Rajdowej
© mysza
Jeszcze tylko 2 km i jestem w domu.
Powrót był ciężki i mozolny.
Nie spieszyłam się za bardzo ponieważ dosyć że było już grząsko to jeszcze była nierówna nawierzchnia. Jakby małe leje po bombach :)
Zimowy trening tej wiosny
© mysza
Trasa treningu
© mysza
Tak ten mój trening mniej-więcej wyglądał :)
Gdy warunki będą lepsze zrobię kilka takich pętli.
Kategoria Gdzie mnie zawieje
Biednemu to i wiatr w oczy
-
DST
110.29km
-
Czas
05:30
-
VAVG
20.05km/h
-
VMAX
43.40km/h
-
Temperatura
6.0°C
-
Podjazdy
435m
-
Sprzęt KROSS HEXAGONV3
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po dzisiejszej jeździe mam dość ! Latem zrobiłam o wiele dłuższe odcinki i nie byłam tak strasznie zmęczona jak dzisiaj. 60km to był cud-miód a kolejne kilometry to był horror. Wiatr centralnie w gębę. Straciłam prędkość o połowę, ale i tak miałam fuksa bo 200 metrów przed domem zaczął lać deszcz. Więc nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło :)
Okolice Mirowa.Kilka dostojnych dębów.
Skaryszew.
Czas mnie gonił ale fotkę strzelić musiałam :)
Do domciu już było blisko ...ok 20km :)))
Kategoria Gdzie mnie zawieje






